sobota, 12 listopada 2011

Colour my time

Wypada mi od czasu do czasu napisać coś mądrego o tym, co w modzie piszczy. Będzie zatem o moim ulubionym trendzie roku pańskiego 2011, który trzyma się dzielnie po dziś dzień i nic nie wskazuje na to, aby miał zniknąć. Mowa o colour blocking.

Pamiętamy, że tegoroczne lato aż kipiało od kolorów w ilości i nasyceniu nie obserwowanym do tej pory. Polska ulica tętniła latem, słońcem i uśmiechem, bo nic tak nie nastraja pozytywnie jak duuużżżaaa dawka soczystych barw. Sama bez umiaru obwieszałam się neonowymi ubraniami, nie bacząc na ich ilość, gdyż w tym wypadku więcej znaczyło lepiej. Trudno będzie mi - myślałam - pozbyć się tych letnich fatałaszków jesienią i zimą. A tu pierwszorzędna niespodzianka - okazało się, że nie tylko ja uzależniłam się od ubraniowego koktajlu multiwitaminowego - projektanci także postanowili nie pakować do wora z metką "przeterminowane" kolorowych ubrań, tylko przenieśli je do kolejnego sezonu, dokonując drobnych jedynie modyfikacji. A zatem, kochane zwolenniczki zielono-czerowno-niebiesko-rózowych outfitów: dorzućcie do swoich letnich zestawów czarny sweter i wszystko będzie w porządku. Tej zimy możemy spokojnie energetyzować się kolorem, dodając do niego jedynie silne, czarne akcenty.

Jak napisałam tak też uczyniłam i od razu wskoczyłam w zielone buty. Kolor to najlepszy zastrzyk energii - polecam wypróbować, jeśli ktoś jeszcze tego nie uczynił. Ma tę wielką zaletę, że sprawdza się doskonale w wersji podwórkowej, szkolnej, pracowej, jak i wieczorowej. Można z powodzeniem go nadużywać, bo jeśli chodzi o kolor nie istnieje pojęcie "nie pasuje". Im większy kontrast tym lepiej. U mnie wyszło skromnie, ale obiecuję zwiększać dawkę sukcesywnie, wraz ze spadającą gwałtownie na zewnątrz temperaturą.

O jak mi się pięknie zakomponował zielony płot i śmietnik z obuwiem! Kolorystyczny raj podwórkowy:)

Opaska - z paska do spodni Promod

Kurtka - Marella Sh

Tunika - no name sh

Baleriny - Deezee

Szal - house outlet



czwartek, 10 listopada 2011

Inspiracja Motywacja

Czasami nic mi się nie chce. Snuję się bez celu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Zero energii. Kiedyś myślałam, że tak po prostu mam i nic już na to nie poradzę. Ostanio dopadła mnie mądrość przodków: dzieje się tak w moim przypadku, gdy przez dłuższy czas nie doznaję uznania, pochwały czy nagrody za swoje działania. Motywacja - klucz do wszystkiego.
Oczywiście są mądrale, którzy nie potrzebują słów ani nagród, by się skutecznie aktywizować. Ja niestety tak nie mam, więc zdarza się, że patrzę z niechęcią w stronę laptopa i nie jestem w stanie sklecić dwóch zdań na blogu.


Potem widzę komentarze tych co przeczytali, słyszę miłe słowa ze strony otoczenia i od razu sytuacja się zmienia. Ostatnio usłyszałam, że moje trelemorele to nie jest blog o modzie - to blog o kobiecie, nota bene świetny. Naprawdę poczułam, że to nie tylko odkrycie na miarę Kolumba, ale i zastrzyk energii do działania, i tak się tą informacją przejęłam, że natychmiast postanowiłam się nią podzielić. Komentarz padł (uwaga!) z ust faceta.


Nie byłabym natomiast prawdziwą kobietą, gdyby nie znalazł się tu wtręt odnośnie garderoby. Zobaczyłam to cudo - torbę - o koleżanki (nawiasem mówiąc bardzo stylowej i urodziwej) i odjechałam mentalnie w stronę raju modowego. Od razu znalazłam kilka dodatkowych, pasujących do tematu inspiracji. Polskie wzory łowickie i kaszubskie są przepiękne. Oceńcie sami.

Torby: Goshico
 
Kolaż:

Skóra - Kate Moss for Top Shop

Sukienka - Polyvore

Kapelusz - H&M

Botki - PePe Jeans

Szalik - Sonea Moda