Wypada mi od czasu do czasu napisać coś mądrego o tym, co w modzie piszczy. Będzie zatem o moim ulubionym trendzie roku pańskiego 2011, który trzyma się dzielnie po dziś dzień i nic nie wskazuje na to, aby miał zniknąć. Mowa o colour blocking.
Pamiętamy, że tegoroczne lato aż kipiało od kolorów w ilości i nasyceniu nie obserwowanym do tej pory. Polska ulica tętniła latem, słońcem i uśmiechem, bo nic tak nie nastraja pozytywnie jak duuużżżaaa dawka soczystych barw. Sama bez umiaru obwieszałam się neonowymi ubraniami, nie bacząc na ich ilość, gdyż w tym wypadku więcej znaczyło lepiej. Trudno będzie mi - myślałam - pozbyć się tych letnich fatałaszków jesienią i zimą. A tu pierwszorzędna niespodzianka - okazało się, że nie tylko ja uzależniłam się od ubraniowego koktajlu multiwitaminowego - projektanci także postanowili nie pakować do wora z metką "przeterminowane" kolorowych ubrań, tylko przenieśli je do kolejnego sezonu, dokonując drobnych jedynie modyfikacji. A zatem, kochane zwolenniczki zielono-czerowno-niebiesko-rózowych outfitów: dorzućcie do swoich letnich zestawów czarny sweter i wszystko będzie w porządku. Tej zimy możemy spokojnie energetyzować się kolorem, dodając do niego jedynie silne, czarne akcenty.
Jak napisałam tak też uczyniłam i od razu wskoczyłam w zielone buty. Kolor to najlepszy zastrzyk energii - polecam wypróbować, jeśli ktoś jeszcze tego nie uczynił. Ma tę wielką zaletę, że sprawdza się doskonale w wersji podwórkowej, szkolnej, pracowej, jak i wieczorowej. Można z powodzeniem go nadużywać, bo jeśli chodzi o kolor nie istnieje pojęcie "nie pasuje". Im większy kontrast tym lepiej. U mnie wyszło skromnie, ale obiecuję zwiększać dawkę sukcesywnie, wraz ze spadającą gwałtownie na zewnątrz temperaturą.
Kurtka - Marella Sh
Pamiętamy, że tegoroczne lato aż kipiało od kolorów w ilości i nasyceniu nie obserwowanym do tej pory. Polska ulica tętniła latem, słońcem i uśmiechem, bo nic tak nie nastraja pozytywnie jak duuużżżaaa dawka soczystych barw. Sama bez umiaru obwieszałam się neonowymi ubraniami, nie bacząc na ich ilość, gdyż w tym wypadku więcej znaczyło lepiej. Trudno będzie mi - myślałam - pozbyć się tych letnich fatałaszków jesienią i zimą. A tu pierwszorzędna niespodzianka - okazało się, że nie tylko ja uzależniłam się od ubraniowego koktajlu multiwitaminowego - projektanci także postanowili nie pakować do wora z metką "przeterminowane" kolorowych ubrań, tylko przenieśli je do kolejnego sezonu, dokonując drobnych jedynie modyfikacji. A zatem, kochane zwolenniczki zielono-czerowno-niebiesko-rózowych outfitów: dorzućcie do swoich letnich zestawów czarny sweter i wszystko będzie w porządku. Tej zimy możemy spokojnie energetyzować się kolorem, dodając do niego jedynie silne, czarne akcenty.
Jak napisałam tak też uczyniłam i od razu wskoczyłam w zielone buty. Kolor to najlepszy zastrzyk energii - polecam wypróbować, jeśli ktoś jeszcze tego nie uczynił. Ma tę wielką zaletę, że sprawdza się doskonale w wersji podwórkowej, szkolnej, pracowej, jak i wieczorowej. Można z powodzeniem go nadużywać, bo jeśli chodzi o kolor nie istnieje pojęcie "nie pasuje". Im większy kontrast tym lepiej. U mnie wyszło skromnie, ale obiecuję zwiększać dawkę sukcesywnie, wraz ze spadającą gwałtownie na zewnątrz temperaturą.
O jak mi się pięknie zakomponował zielony płot i śmietnik z obuwiem! Kolorystyczny raj podwórkowy:)
Opaska - z paska do spodni Promod
Kurtka - Marella Sh
Tunika - no name sh
Baleriny - Deezee
Szal - house outlet













