Nie wiem czy czytaliście już artykuł „Kasia Tusk kupuje, więc żyje" autorstwa Ilony Witkowskiej i Marty Karaś, o którym będzie mowa. Jeśli nie, to doprawdy polecam. Porusza on bardzo ciekawe kwestie dotyczące blogerów modowych, współczesnego dziennikarstwa i generalnie macdonaldyzacji dzisiejszego społeczeństwa. Pierwsza rzecz, której pominąć nie mogę, to fakt, że autorki tekstu pozwoliły sobie na osobistą wycieczkę pod adresem Kasi Tusk i jej bloga makelifeeasier. I zrobiły to w sposób tak kwaśny, nietaktowny i negatywny, że trudno popełniony artykuł w ogóle robotą dziennikarską mianować. I nie chodzi tu oczywiście o to czy mają rację, czy też się mylą, bo zapewne kwestie, o których mówią ocierają się o szerszy problem XXI-wiecznego wszechogarniającego konsumpcjonizmu, ale o fakt, że ich osąd to hejterstwo w czystej postaci, które szanującym się dziennikarkom po prostu nie przystoi.
Bo co my tu mamy? Z jednej strony słodką jak My little Pony Kasię Tusk, która na swoim blogu skupia się li tylko na rzeczach ładnych, smacznych, miłych i dobrych, co jest właściwie ok, bo nie jest to blog aspirujący do walki o "Pióro Roku" czy "Błyskawicę Intelektu", natomiast z drugiej strony widzimy dwie, wygląda na to, że ostro sfrustrowane, bez kasy, perspektywy i nadzieji na przyszłość, smutne babeczki, które piętnując współczesne zło tego świata uosobione w postaci Kasi Tusk, po cichu marzą o lekkim, łatwym i przyjemnym życiu, rodem z "Gotowe na wszystko" czy innych popularnych produkcji hollywood, bez stresu, znoju i trudów dnia codziennego. Słabo.
Osobiście nie mam nic przeciwko Kasi Tusk, choć jej bloga z reguły nie czytam, po tym jednak artykule przyjrzałam się mu dokładniej. No i rzeczywiście mamy tu modę, zakupy, dużo słodyczy, filmy, ksiażki, a to wszystko okraszone przyjaznym uśmiechem dziewczyny z sąsiedztwa, która podaje informacje lekkie, łatwe i przyjemne w naturalny zupełnie sposób. Ktoś, kto poszukuje tam rozważań filozficznych tudzież prozy poziomu Reymonta, rzecz jasna zawiedzie się. Taka lekka konwencja tyczy się mniej więcej 3/4 blogów modowych czy lifestylowych w Polsce, których autorki zmagają się z codzienną krytyką w komentarzach anonimowych użytkowników, wyśmiewających ich konsumpcjonizm, pustotę i płytkość. Kasia Tusk jako osoba poniekąd publiczna dorobiła się nie tylko komentarzy anonimów, ale i omawianego właśnie artykułu.
Podsumowując: blogi modowe, to nie jest Przekrój. To właśnie od Przekroju można by oczekiwać pisarstwa na poziomie, ciętego języka, frapującego spojrzenia na rzeczywistość. Tymczasem następuje jakieś kolosalne nieporozumienie: blog modowy jest krytykowany, bo nie traktuje o rzeczach ważnych, a Przekrój zamiast ekstazy literackiej serwuje nam hejterską krytykę na marnym poziomie.
I jeszcze jedna uwaga. Zakładam, że blogerki modowe, dziewczyny studiujące, oczytane, bywające to osoby, które mają coś do powiedzenia. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, aby odkryły choć kawałek swej intelektualnej natury i popełniły od czasu do czasu tekst zabawny, ciekawy, interesujący. Z jakichś powodów jednak ani Kasia Tusk, ani inne dziewczyny tego nie robią. Co być może oznacza, że świadomie chcą pisać li tylko o rzeczach lekkich, jednoznacznie pozytywnych, stricte rozrywkowych, które da się skonsumować równie lekko i przyjemnie, co muffinkę na śniadanie przed wyjściem na uczelnię? Bo przecież taki blog, to dla niejednego właśnie odskocznia od smutków i szarości dnia codziennego. I dla mnie to jest ok.
Bo co my tu mamy? Z jednej strony słodką jak My little Pony Kasię Tusk, która na swoim blogu skupia się li tylko na rzeczach ładnych, smacznych, miłych i dobrych, co jest właściwie ok, bo nie jest to blog aspirujący do walki o "Pióro Roku" czy "Błyskawicę Intelektu", natomiast z drugiej strony widzimy dwie, wygląda na to, że ostro sfrustrowane, bez kasy, perspektywy i nadzieji na przyszłość, smutne babeczki, które piętnując współczesne zło tego świata uosobione w postaci Kasi Tusk, po cichu marzą o lekkim, łatwym i przyjemnym życiu, rodem z "Gotowe na wszystko" czy innych popularnych produkcji hollywood, bez stresu, znoju i trudów dnia codziennego. Słabo.
Osobiście nie mam nic przeciwko Kasi Tusk, choć jej bloga z reguły nie czytam, po tym jednak artykule przyjrzałam się mu dokładniej. No i rzeczywiście mamy tu modę, zakupy, dużo słodyczy, filmy, ksiażki, a to wszystko okraszone przyjaznym uśmiechem dziewczyny z sąsiedztwa, która podaje informacje lekkie, łatwe i przyjemne w naturalny zupełnie sposób. Ktoś, kto poszukuje tam rozważań filozficznych tudzież prozy poziomu Reymonta, rzecz jasna zawiedzie się. Taka lekka konwencja tyczy się mniej więcej 3/4 blogów modowych czy lifestylowych w Polsce, których autorki zmagają się z codzienną krytyką w komentarzach anonimowych użytkowników, wyśmiewających ich konsumpcjonizm, pustotę i płytkość. Kasia Tusk jako osoba poniekąd publiczna dorobiła się nie tylko komentarzy anonimów, ale i omawianego właśnie artykułu.
Podsumowując: blogi modowe, to nie jest Przekrój. To właśnie od Przekroju można by oczekiwać pisarstwa na poziomie, ciętego języka, frapującego spojrzenia na rzeczywistość. Tymczasem następuje jakieś kolosalne nieporozumienie: blog modowy jest krytykowany, bo nie traktuje o rzeczach ważnych, a Przekrój zamiast ekstazy literackiej serwuje nam hejterską krytykę na marnym poziomie.
I jeszcze jedna uwaga. Zakładam, że blogerki modowe, dziewczyny studiujące, oczytane, bywające to osoby, które mają coś do powiedzenia. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, aby odkryły choć kawałek swej intelektualnej natury i popełniły od czasu do czasu tekst zabawny, ciekawy, interesujący. Z jakichś powodów jednak ani Kasia Tusk, ani inne dziewczyny tego nie robią. Co być może oznacza, że świadomie chcą pisać li tylko o rzeczach lekkich, jednoznacznie pozytywnych, stricte rozrywkowych, które da się skonsumować równie lekko i przyjemnie, co muffinkę na śniadanie przed wyjściem na uczelnię? Bo przecież taki blog, to dla niejednego właśnie odskocznia od smutków i szarości dnia codziennego. I dla mnie to jest ok.
.jpg)










