czwartek, 29 września 2011

Buntownicze dwulatki

Po ostatnim wypadzie nad morze z pełnym przekonaniem potwierdzam, że tzw. bunt dwulatka to nie jest fikcja literacka, ani psychologiczna bujda wymyślona na potrzebę poparcia kolejnych naukowych publikacji, ale najprawdziwsza prawda.
W rozgrywce rodzic-dziecko, a konkretnie mama-dwuletnia córka, ta druga wygrywa, co najmniej o jedno okrążenie. Zuza jest permanentnie na nie, a ja gonię resztką sił i niejednokrtonie padam ze śmiechu, słysząc jej elokwentne komentarze:-) A wygląda to mniej więcej tak:

Wycieczkę czas zacząć. Pakujemy się do samochodu. Zuza dostaje książeczki, zabawki i wszystkie inne gadżety, które powinny odwrócić jej uwagę od przydługiej jazdy autem na jakieś kilka godzin (wliczając oczywiście drzemkę).
Ilość zabawek i książeczek jest dawkowana starannie, tak by za szybko się nie znudziły. Wszystkie książeczki nowe, nieopatrzone, kolorowe.

Zuza: Nie chcę książeczki.
Mama: To może chcesz inną?
Zuza: Nie chcę innej.
Mama: To może misia?
Zuza: Nie misia tylko monte.
Mama: Jak dojedziemy dostaniesz monte, ale w autku nie będziemy jeść.
Zuza: Chcę jeść monte w autku, chcę jeść monte w autku, chcę jeść monte w autku - powtarza do skutku, dopóki mama nie wymięknie i nie otworzy monte, które następnie znajdzie się wszędzie, poza oczywiście buzią dwulatki.

Przyjeżdżamy na miejsce. Śpiącą już słodko Zuzę, tata kładzie do łóżeczka w hotelowym pokoju. Dziecko natychmiast budzi się i siada na łóżeczku mówiąc:
Zuzia: Nie chcę tu spać.
Mama (chcąc ratować sytuację): Połóż się Zuziu, pośpiewam Ci kołysankę.
Zuzia: Mama pośpiewa kołysankę w tamtym łóżeczku (wskazuje łóżko rodziców).
Mama: Zuziu, ale tam śpi mama i tata.
Zuzia: Tam śpi mama i Zuzia. Tata śpi tu.
Kto ma siłę spierać się o 2 w nocy, po 8 godzinach jazdy autem to bardzo proszę. Ja rozkładam ręce.

Następnego dnia budzi nas piękne słońce. Zuza natychmiast życzy sobie mleczko. Mama wyskakuje w popłochu z łóżka i leci robić mleko. Pomiędzy jednym łykiem a drugim Zuzka mówi: Czytaj mi.
Biorę książeczkę do ręki. Zuza: Nie chcę tą. Czytaj po babielsku (angielsku). Biorę książeczką po angielsku. Czytam: ...there were three little pigs...Zuza: Nie chcę pigs...

Ubieramy się do śniadania.
Mama: Zuzia chcesz siusiu na kibelek?
Zuza: Nie chcę siusiu.
Ubieramy zatem majteczki, spodenki, bluzeczkę, skarpetki i buciki. Po czym wystrojona Zuzia wdrapuje się mamie na kolana, siada wygodnie i mówi: robię siusiu...

Wyjście na spacer. Idziemy na plażę i molo. W drodze na molo przy głównej ulicy mnóstwo dziecięcych odwracaczy uwagi, znanych także jako pożeracze pieniędzy z portfela rodziców.
Zuza chce wsiadać na każde ustrojstwo, które stoi przy drodze:
Zuza: Mamo, jaki piękny konik!
Mama: Chodź Zuzia idziemy na molo.
Zuza: Chcę na konika.
Mama: Chodź Zuzia, potem pójdziemy na konika.
Zuza: Chcę, ostatni raz!
Po krótkiej wymianie zdań, okraszonej łzami, całusami, prośbą i groźbą, mama daje za wygraną: No to wsiadaj - mówi.
Zuza: A pieniądze masz?

Wierzcie mi, przetrwać taki wyjazd nie jest łatwo. Scenek rodzajowych mogę przytaczać nieskończenie wiele, jak te kiedy Zuza będąc w kościele na ślubie znjomych śpiewa "bim, bam, bom", albo wtedy kiedy chce pić soczek z kubeczka słomką, tak jak mama pije piwko. Toteż podczas rodzinnego wypadu, przezornie rezygnuję z wymyślnych fatałaszków i bucików - nie ma szans by przeszły szkołę przetrwania, jaką funduje mi moja córka. Za to z radością stroję moją pociechę, która z szelmowskim wyrazem twarzy, bez skrupułów wchodzi mi na głowę - nie tylko w przenośni:)














Zuza: czapeczka H&M, sweterek Pepco, spódniczka Gap kids, rajstopki Pepco, butki no name.
Mama: szalik Cropp, kurtka skórzana Stradivarius, jeansy Vero moda, baleriny Deezee

Foto: Piotr Kobiela


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój komentarz zostanie zweryfikowany przed opublikowaniem. Usuwam komentarze obraźliwe, opryskliwe i żenujące, licząc na wymianę zdań na poziomie:)