poniedziałek, 24 października 2011

Sztuka ciepłolubna

Powoli, acz nieubłaganie, nadchodzi ta pora roku, która sprawia, że jedyne na co mam ochotę to herbata z rumem, ewentualnie grzaniec, ciepłe skarpety i wielkie swetrzyska. Nie wiem też doprawdy, jak będzie wyglądała sprawa z robieniem zdjęć w tak przepięknie mroźnych okolicznościach przyrody. Najmniejszego zamiaru nie mam narażać się na zapalenie płuc i biegać po podwórku w cienkich fatałaszkach, ku uciesze moich sąsiadów i ku chwale nieokreślonej mego bloga.

Czyli, że będą jednak zdjęcia wnętrzarskie. Trochę mnie to martwi, bo po pierwsze oznacza to, że trzeba będzie ograniczyć swobodę mego wiernego przyjaciela zwanego bałaganem oraz zastanowić się, jak rozwiązać problem z tym, że w mieszkaniu mym brak jest pustych i do tego prostych ścian. Ponad to trochę irytuje mnie fakt, że zdjęcia w zaciszu domowym zakrawają o ten rodzaj ekshibicjonizmu, który akurat jest mi obcy. Generalnie konsterna.

Będąc tym faktem lekko skonfudowana, a lekko zażenowana, dorzucam zapewne jedne z ostatnich fotek w pięknych okolicznościach tak zwanego outdoor'u, tu akurat złotej polskiej jesieni w parku, podczas niedzielnego rodzinnego spaceru. Wyszło klimatycznie dość. Na szczególną uwagę zasługuje szara sukienka z motywem urbanistycznym, którą nabyłam we wspaniałym, nowo odkrytym second handzie za groszy kilka. W tym miejscu dodam, że ze smutkiem dla niektórych (szczególnie mam na myśli popularne i znane sklepy odzieżowe) zaprzestaję niniejszym wycieczek do tzw. sieciówek,  butików, galerii i innych równie nydnych miejsc, gdyż tam, osobnik taki jak ja, nie ma niestety czego szukać. Poza tym ceny za coś, co na 99% ma sąsiadka, koleżanka, ciocia i 15 innych osób, są zdecydowanie przesadzone. Amen.

A teraz strawa dla tych, co wolą bitmapy zamiast wektorów (mało śmieszne, ale i tak mi się podoba!):





Kurtka: Marella Sh

Szalik: House

Czapka: H&M mego męża

Sukienka: Sh

Legginsy: Promod

Buty: Deichmann

Skarpety: męskie H&M

Torba: you know

Biżuteria: bransoleta Reserved
pierścionki od mamy (czyli zapewne jubiler!)



sobota, 15 października 2011

Jedzie pociąg z daleka

Dworzec główny we Wrocławiu jest jak Teatr Rozmaitości. Gdy okazuje się, że musisz wybrać się w dalszą podróż korzystając z usług jaśnie-nam-panującego PKP, życie nabiera rumieńców. Przyjeżdżasz na dworzec. Wejście na perony przez magiczne betonowe tunele. Ludzie stłoczeni stoją przed wejściem, patrząc w napięciu na tablicę Przyjazdów i Odjazdów.
Nie pozostaje mi nic innego jak patrzeć razem z nimi. Niestety, tablica nie zmienia się. Stoję minut 10,15,20 i nic. Wiedziona kolejowym instynktem samozachowawczym, przysłuchuję się uważnie zapowiedziom przez megafon.
Muszę przyznać, że są bardzo interesujące:
1. Pociąg pospieszny Tanich Linii Kolejowych z Wrocławia do Krakowa podstawi się na tor 4 przy peronie 2. Podstawi się, sam. Takiż to on inteligentny.
2. Pociąg pospieszny Tanich Linii Kolejowych z Wrocławia do Krakowa podstawi się na tor 4 przy peronie 2? Znak zapytania na końcu zdania - Pani zapowiadająca sama jest zaskoczona, tym co powiedziała. A co dopiero turyści?!
3. Pociąg pospieszny Tanich Linii Kolejowych z Wrocławia do Krakowa, przez Opole, Katowice, nie zatrzymuje się na stacji Kraków Główny. Absurd? Nie, PKP :D
Wreszcie czas na zapowiedź mojego pociągu: już słyszę, że Intercity do Warszawy podstawi się ... i w tym momencie przez dworzec przetacza się 20-wagonowa towarówka, która zagłusza wszystko.
Pani zapowiadająca na pewno nie wiedziała, że ten pociąg przejedzie właśnie w chwili, kiedy ona to będzie oznajmiać tę nowinę:) Dramatyzmu dodaje fakt, że w owej pełnej napięcia chwili do odjazdu mojego pociągu pozostało 4 minuty.

Wbiegam wreszcie na peron, wskakuję do wagonu, zajmuję miejsce wskazana na bilecie i oddycham z ulgą. Rozglądam się dookoła i (o nieba!) mym oczom ukazuje się kontakt.
Nie dziwcie się memu zachwytowi - każdy, kto podróżuje w celach służbowych naszym drogim PKP, marzy skrycie o dwóch rzeczach:
- by w pociągu był kontakt (i laptop nie wysiadł po godzinie),
- by był w miarę normalny zasięg (i dało się podłączyć do Internetu, lub chociaż odebrać telefon).
Rzadko zdarza się takie szczęście, że oba życzenia się spełniają.
No i masz- widzę kontakt, Internet mam. Błogie szczęście już mnie ogarnia, ale hola, hola, nie tak prędko moja panno: pod kontaktem widnieje złowrogi znaczek - wizerunek laptopa przekreślony na czerwono. O zgrozo! Przede mną 7 ciężkich, długich, bezczynnych godzin, gdzie robota leży odłogiem, a wszystkie gazety w około przeczytane są od deski do deski...
I jak tu (nie) kochać PKP?


 kurtka Marella sh

szalik sh

spódnica AE woman z sukienki
bambosze Deezee

torba Atmosphere/ Primark

bransolety Lovely


Zuza:

kurteczka TK Maxx

beret H&M

szaliczek 5-10-15

kozaczki futrzaczki Reserved Kids




Dziękuję supportującemu Mateuszowi za podrzucenie inspiracji:)

wtorek, 4 października 2011

Lady in red

Weekend zaskoczył mnie pogodą, więc ja go chyc - outfitem.
Jako, że niedziela świętem jest podobno, iście świąteczny nastrój udzielił sie i mojej garderobie.
Więc było elegancko, czerwono i beżowo, z piękną torebką skórzną vintage, aż Mąż Fotograf znalazł dziurę w murze i natychmiast uznał ją za świetną scenografię do swoich fotograficznych poczynań.
Wcisnęłam się zatem w tę, jakże wyszukaną, kompozycję i ze śmiechem na ustach, pozwoliłam się sfotografować w niekomfortowej aczkolwiek pociesznej pozie.
Jeśli chodzi o efekt tych wygibasów - zabawa była (jak zwykle) pierwszorzędna .


Sukienka: prezent od mamusi/ no name
 
Płaszcz: Orsay

Torebka: vintage upolowana na allegro wieki temu

Pasek: H&M

Buty: butyk.pl

Bransoletka: Reserved

Kolczyki: Lovely