środa, 28 grudnia 2011

Niezła kiecka

Potencjalnie największa doroczna impreza już za kilka dni. Osobiście w rzeczony sylwestrowy wieczór nie wybieram się nigdzie, natomiast jak co roku uwagę mą przykuwają sylwestrowo-karnawałowe trendy. Wyprzedaż już się zaczęła, także za kilkadziesiąt złotych można spokojnie nabyć odpowiedni ciuszek, który, przy odrobinie fantazji, przyda się także na inne okazje. Ale o tym za chwilę. Chciałam Wam najpierw pokazać kilka totalnie odjechanych, bezbłędnych, przepięknych kreacji, które pojawiły się w tym roku na czerwonym i nie tylko dywanie. Powinny one być inspiracją wszystkim tym, które mają okazję na imprezę sylwestrową się udać. Oto moje tegoroczne gwiazdy:

Kate Winslet w odchudzającej sukience Stella Mac Cartney. Mój numer 1. Sukienka odjęła właścicielce kilka kilogramów i świetnie podkreśliła jej kobiece kształty.Genialna w swej prostocie.


Nr 2 to Ania Rubik w niebieskich piórkach Lanvin. Przy jej mega szczupłej figurze i charakterystycznej urodzie wygląda jak rajski ptak w dobrym tego słowa znaczeniu. Przy tym ma na sobie świetne buty warte bagatela kilkaset tysięcy dolców!


Trzeci sukienkowy killer i bardzo udany look to Emma Watson w krótkiej gładkiej fryzurze i koronkach od Rafaela Lopeza. Seksownie, młodzieńczo, odważnie. I like.


No dobra, ale co my z tego możemy wziąć dla siebie, bo raczej nie kreacje za kwoty, którymi operują gwiazdy Hollywood.  Ja czerpię z powyższych stylizacji takie oto mądrości:
- wcisnąć się w niezłą kieckę to nie to samo, co dobrze w niej wyglądać
- rajski piórka jeśli nie masz 180cm i rozmiaru xs traktuj jako dodatek, a nie total look
- dużo koronki oznacza mało dodatków.
 Tyle wystarczy by wyglądać i bawić się znakomicie:) Czego Wam z całego serca życzę. A do życzeń dołączam jeszcze 2 propozycje z naszego rodzimego podwórka. Inspirujcie się.

Sukienka: Top Secret, Opaska: allegro, Torebka: Next, szpilki: obojętnei byle miały ładny kolor podeszwy, pomadka bordowa Pupa
Sukienka: Mango, Kopertówka:allegro, Szpilki: Deezee, Pierścionek koktajlowy: Victoria Roig Couture, Cienie: Dior






niedziela, 25 grudnia 2011

Wschodnie klimaty

Uwielbiam klimat Świąt Bożego Narodzenia. Atmosfera jest tak rodzinna, ciepła i przyjazna, że na te kilka dni znikają niesnaski, kłopoty i inne problematyczne sprawy, a pojawia się uśmiech, miłość i ciepło rodzinne. Ok, może oprócz mało sympatycznych kolejek w centrach handlowych i niepojętej gorączki przedświątecznych zakupów, które, jak by tak spojrzeć z boku, wyglądają co najmniej jak przygotowania na wojnę lub inny poważny kryzys, podczas którego w sklepach na pewno nie będzie zupełnie nic do jedzenia. Z półek znika dosłownie wszystko, łącznie z puzzlami dla trzylatków, których brakuje już na kilka dni przed Wigilią.

Ale wracając do tematu. Święta to też czas, kiedy trzeba włożyć coś na siebie i najlepiej niech to nie będą jeansy, tudzież zwykły codzienny pracowy zestaw. Szukamy czegoś wyjątkowego, eleganckiego, niejednokrotnie połyskliwego. Osobiście nie uważam, aby koniecznie z tej okazji trzeba było nabywać nowy ciuch, tu praktyczny umysł kobiecy podpowiada mi, że lepiej oszczędzać swój portfel do Sylwestra, ale warto włożyć trochę wysiłku kompletując wigilijny czy bożonarodzeniowy zestaw.

Ja wygarnęłam z dna szafy orientalną kieckę, nabytek po mojej przyjaciółce. Sukienka klasycznie przypominająca tradycyjne chińskie kreacje, ze świetnego materiału, w szmaragdowym kolorze z bogatym wzorem, świetnie wpisuje się w podpatrzone u projektantów trendy na nadchodzący 2012 rok. A będzie dużo Wschodu. Japonia, Chiny, Tybet, a nawet carska Rosja w aranżacjach od tradycyjnych, neutralnych, po architektoniczne i nowoczesne. 


Giles
Oscar de la Renta
Victoria Bartlett 
Wschodnie odniesienia pokazuje także H&M, uchylając rąbka tajemnicy dotyczącej ich wiosennej kolekcji.




Baardzo mnie to cieszy. Uwielbiam wschodnie klimaty. Także i  moja kienia już prawie "vintage" żeby nie powiedzieć "old" nabiera zupełnie nowego wyrazu w towarzystwie sznurowanych botków i błyszczącej bransoletki. Pomaga jej w tym wysoko upięty kucyk i krecha na oku.







Sukienka: mojej przyjaciółki, zdaje się że uszyta przez jej mamę
Bransoletka: mojej mamy:)
Buty: Deichmann

niedziela, 18 grudnia 2011

Slice of life

Sprawa kluczowa jest taka, że Św. Mikołaj okazał się być w tym roku bardzo w porządku. Otóż siedzę i patrzę i nie mogę uwierzyć. Dziękuję! Dostałam cztery filmy - klasyki ze świata mody, których nie może nie zobaczyć ktokolwiek kiedykolwiek choć odrobinkę interesował się modą. Tym bardziej inspirująca rzecz do opisania. Nie obiecuję, że zrelacjonuję każdy z nich, ale na pewno nie omieszkam wspomnieć, jesli tylko nadarzy się ku temu okazja.


Znacie "Helmut by June", filmową biografię Newtona zrobioną przez jego małżonkę? Widziałam to już kiedyś, ale kolejny rzut oka na jego fotografie, pracę, tak zwaną sylwetkę artysty zapiera dech. Pochwała geniuszu do oglądania poniżej. Polecam gorąco, jest na czym "oko zawiesić".


niedziela, 11 grudnia 2011

Long time no see

Dłuuuugo mnie nie było. Zajęta byłam - mówi się. Ale nic straconego, ponieważ wydarzyłam ( nie wydarzyło się) wiele rzeczy. Po pierwsze - najgorsze niestety, ale miejmy to już z głowy - moje 2 piękne słodkie, kochane kocury pojechały do mamy mej na bliżej nieokreślonej długości urlop. Smutno mi, tęsknie, cicho jest, nikt nie  broi, nie miauczy, nie rozlewa, nie kopie w kuwecie i nie robi wiele innych obrzydliwo-uroczych rzeczy. Mam nadzieję, że niedługo wrócą...Po drugie - dojrzałam do stworzenia z mojego 30-metrowego salonu, salonu + sypialni. A że mieszkam na poddaszu, to sprawa nie jest prosta. Nie wiem jeszcze jak to ma wyglądać i co ważniejsze, ile kosztować, ale grunt że jest plan, co w moim przypadku jest sytuacją nie tyle rzadką, co wręcz ekstrawagancką. Po trzecie - Mikołaj i surfowanie po sieci w poszukiwaniu inspiracji mikołajowych dla pociechy mej. Obłędna radocha. Siedzę przy komputerze, podchodzi Zuza i mówi: "Mamusiu, co robisz w komputerku? Patrzysz co mi Mikołaj przyniesie?" :))) Chylę czoła przed niespełna dwu i półletnią inteligencją. Moja córka szaleje za lego, a że to jak wiadomo zabawka wielopokoleniowa z przyjemnością oddaję się budowaniu kreatywnemu.. Po czwarte - pierwszy raz coś wygrałam, ba, nie byle co, tylko stówkę do wydania w Galerii Dominikańskiej. Najs - szczególnie, że zazwyczaj nie przydarza mi się nic takiego. Po piątę - zamówiłam u Mikołaja Świętego ekspres do kawy. Już do mnie leci. Będzie aromatycznie i stylowo, mniam. Poniżej foto i relacja z moich grudniowych przygód ubraniowo-intenetowych w towarzystwie przeuroczych czworonogów za którymi tęsknię dniem i nocą. Pozdrowienia!






Kamizelka -SH

Narzutka - Garry Weber a co!

Spodnie -Orsay

Obuw - Deezee.pl

Accesories - Lovely

Kot rudy - Mieczysław

Kot łaciaty - Misia


sobota, 12 listopada 2011

Colour my time

Wypada mi od czasu do czasu napisać coś mądrego o tym, co w modzie piszczy. Będzie zatem o moim ulubionym trendzie roku pańskiego 2011, który trzyma się dzielnie po dziś dzień i nic nie wskazuje na to, aby miał zniknąć. Mowa o colour blocking.

Pamiętamy, że tegoroczne lato aż kipiało od kolorów w ilości i nasyceniu nie obserwowanym do tej pory. Polska ulica tętniła latem, słońcem i uśmiechem, bo nic tak nie nastraja pozytywnie jak duuużżżaaa dawka soczystych barw. Sama bez umiaru obwieszałam się neonowymi ubraniami, nie bacząc na ich ilość, gdyż w tym wypadku więcej znaczyło lepiej. Trudno będzie mi - myślałam - pozbyć się tych letnich fatałaszków jesienią i zimą. A tu pierwszorzędna niespodzianka - okazało się, że nie tylko ja uzależniłam się od ubraniowego koktajlu multiwitaminowego - projektanci także postanowili nie pakować do wora z metką "przeterminowane" kolorowych ubrań, tylko przenieśli je do kolejnego sezonu, dokonując drobnych jedynie modyfikacji. A zatem, kochane zwolenniczki zielono-czerowno-niebiesko-rózowych outfitów: dorzućcie do swoich letnich zestawów czarny sweter i wszystko będzie w porządku. Tej zimy możemy spokojnie energetyzować się kolorem, dodając do niego jedynie silne, czarne akcenty.

Jak napisałam tak też uczyniłam i od razu wskoczyłam w zielone buty. Kolor to najlepszy zastrzyk energii - polecam wypróbować, jeśli ktoś jeszcze tego nie uczynił. Ma tę wielką zaletę, że sprawdza się doskonale w wersji podwórkowej, szkolnej, pracowej, jak i wieczorowej. Można z powodzeniem go nadużywać, bo jeśli chodzi o kolor nie istnieje pojęcie "nie pasuje". Im większy kontrast tym lepiej. U mnie wyszło skromnie, ale obiecuję zwiększać dawkę sukcesywnie, wraz ze spadającą gwałtownie na zewnątrz temperaturą.

O jak mi się pięknie zakomponował zielony płot i śmietnik z obuwiem! Kolorystyczny raj podwórkowy:)

Opaska - z paska do spodni Promod

Kurtka - Marella Sh

Tunika - no name sh

Baleriny - Deezee

Szal - house outlet



czwartek, 10 listopada 2011

Inspiracja Motywacja

Czasami nic mi się nie chce. Snuję się bez celu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Zero energii. Kiedyś myślałam, że tak po prostu mam i nic już na to nie poradzę. Ostanio dopadła mnie mądrość przodków: dzieje się tak w moim przypadku, gdy przez dłuższy czas nie doznaję uznania, pochwały czy nagrody za swoje działania. Motywacja - klucz do wszystkiego.
Oczywiście są mądrale, którzy nie potrzebują słów ani nagród, by się skutecznie aktywizować. Ja niestety tak nie mam, więc zdarza się, że patrzę z niechęcią w stronę laptopa i nie jestem w stanie sklecić dwóch zdań na blogu.


Potem widzę komentarze tych co przeczytali, słyszę miłe słowa ze strony otoczenia i od razu sytuacja się zmienia. Ostatnio usłyszałam, że moje trelemorele to nie jest blog o modzie - to blog o kobiecie, nota bene świetny. Naprawdę poczułam, że to nie tylko odkrycie na miarę Kolumba, ale i zastrzyk energii do działania, i tak się tą informacją przejęłam, że natychmiast postanowiłam się nią podzielić. Komentarz padł (uwaga!) z ust faceta.


Nie byłabym natomiast prawdziwą kobietą, gdyby nie znalazł się tu wtręt odnośnie garderoby. Zobaczyłam to cudo - torbę - o koleżanki (nawiasem mówiąc bardzo stylowej i urodziwej) i odjechałam mentalnie w stronę raju modowego. Od razu znalazłam kilka dodatkowych, pasujących do tematu inspiracji. Polskie wzory łowickie i kaszubskie są przepiękne. Oceńcie sami.

Torby: Goshico
 
Kolaż:

Skóra - Kate Moss for Top Shop

Sukienka - Polyvore

Kapelusz - H&M

Botki - PePe Jeans

Szalik - Sonea Moda

poniedziałek, 24 października 2011

Sztuka ciepłolubna

Powoli, acz nieubłaganie, nadchodzi ta pora roku, która sprawia, że jedyne na co mam ochotę to herbata z rumem, ewentualnie grzaniec, ciepłe skarpety i wielkie swetrzyska. Nie wiem też doprawdy, jak będzie wyglądała sprawa z robieniem zdjęć w tak przepięknie mroźnych okolicznościach przyrody. Najmniejszego zamiaru nie mam narażać się na zapalenie płuc i biegać po podwórku w cienkich fatałaszkach, ku uciesze moich sąsiadów i ku chwale nieokreślonej mego bloga.

Czyli, że będą jednak zdjęcia wnętrzarskie. Trochę mnie to martwi, bo po pierwsze oznacza to, że trzeba będzie ograniczyć swobodę mego wiernego przyjaciela zwanego bałaganem oraz zastanowić się, jak rozwiązać problem z tym, że w mieszkaniu mym brak jest pustych i do tego prostych ścian. Ponad to trochę irytuje mnie fakt, że zdjęcia w zaciszu domowym zakrawają o ten rodzaj ekshibicjonizmu, który akurat jest mi obcy. Generalnie konsterna.

Będąc tym faktem lekko skonfudowana, a lekko zażenowana, dorzucam zapewne jedne z ostatnich fotek w pięknych okolicznościach tak zwanego outdoor'u, tu akurat złotej polskiej jesieni w parku, podczas niedzielnego rodzinnego spaceru. Wyszło klimatycznie dość. Na szczególną uwagę zasługuje szara sukienka z motywem urbanistycznym, którą nabyłam we wspaniałym, nowo odkrytym second handzie za groszy kilka. W tym miejscu dodam, że ze smutkiem dla niektórych (szczególnie mam na myśli popularne i znane sklepy odzieżowe) zaprzestaję niniejszym wycieczek do tzw. sieciówek,  butików, galerii i innych równie nydnych miejsc, gdyż tam, osobnik taki jak ja, nie ma niestety czego szukać. Poza tym ceny za coś, co na 99% ma sąsiadka, koleżanka, ciocia i 15 innych osób, są zdecydowanie przesadzone. Amen.

A teraz strawa dla tych, co wolą bitmapy zamiast wektorów (mało śmieszne, ale i tak mi się podoba!):





Kurtka: Marella Sh

Szalik: House

Czapka: H&M mego męża

Sukienka: Sh

Legginsy: Promod

Buty: Deichmann

Skarpety: męskie H&M

Torba: you know

Biżuteria: bransoleta Reserved
pierścionki od mamy (czyli zapewne jubiler!)



sobota, 15 października 2011

Jedzie pociąg z daleka

Dworzec główny we Wrocławiu jest jak Teatr Rozmaitości. Gdy okazuje się, że musisz wybrać się w dalszą podróż korzystając z usług jaśnie-nam-panującego PKP, życie nabiera rumieńców. Przyjeżdżasz na dworzec. Wejście na perony przez magiczne betonowe tunele. Ludzie stłoczeni stoją przed wejściem, patrząc w napięciu na tablicę Przyjazdów i Odjazdów.
Nie pozostaje mi nic innego jak patrzeć razem z nimi. Niestety, tablica nie zmienia się. Stoję minut 10,15,20 i nic. Wiedziona kolejowym instynktem samozachowawczym, przysłuchuję się uważnie zapowiedziom przez megafon.
Muszę przyznać, że są bardzo interesujące:
1. Pociąg pospieszny Tanich Linii Kolejowych z Wrocławia do Krakowa podstawi się na tor 4 przy peronie 2. Podstawi się, sam. Takiż to on inteligentny.
2. Pociąg pospieszny Tanich Linii Kolejowych z Wrocławia do Krakowa podstawi się na tor 4 przy peronie 2? Znak zapytania na końcu zdania - Pani zapowiadająca sama jest zaskoczona, tym co powiedziała. A co dopiero turyści?!
3. Pociąg pospieszny Tanich Linii Kolejowych z Wrocławia do Krakowa, przez Opole, Katowice, nie zatrzymuje się na stacji Kraków Główny. Absurd? Nie, PKP :D
Wreszcie czas na zapowiedź mojego pociągu: już słyszę, że Intercity do Warszawy podstawi się ... i w tym momencie przez dworzec przetacza się 20-wagonowa towarówka, która zagłusza wszystko.
Pani zapowiadająca na pewno nie wiedziała, że ten pociąg przejedzie właśnie w chwili, kiedy ona to będzie oznajmiać tę nowinę:) Dramatyzmu dodaje fakt, że w owej pełnej napięcia chwili do odjazdu mojego pociągu pozostało 4 minuty.

Wbiegam wreszcie na peron, wskakuję do wagonu, zajmuję miejsce wskazana na bilecie i oddycham z ulgą. Rozglądam się dookoła i (o nieba!) mym oczom ukazuje się kontakt.
Nie dziwcie się memu zachwytowi - każdy, kto podróżuje w celach służbowych naszym drogim PKP, marzy skrycie o dwóch rzeczach:
- by w pociągu był kontakt (i laptop nie wysiadł po godzinie),
- by był w miarę normalny zasięg (i dało się podłączyć do Internetu, lub chociaż odebrać telefon).
Rzadko zdarza się takie szczęście, że oba życzenia się spełniają.
No i masz- widzę kontakt, Internet mam. Błogie szczęście już mnie ogarnia, ale hola, hola, nie tak prędko moja panno: pod kontaktem widnieje złowrogi znaczek - wizerunek laptopa przekreślony na czerwono. O zgrozo! Przede mną 7 ciężkich, długich, bezczynnych godzin, gdzie robota leży odłogiem, a wszystkie gazety w około przeczytane są od deski do deski...
I jak tu (nie) kochać PKP?


 kurtka Marella sh

szalik sh

spódnica AE woman z sukienki
bambosze Deezee

torba Atmosphere/ Primark

bransolety Lovely


Zuza:

kurteczka TK Maxx

beret H&M

szaliczek 5-10-15

kozaczki futrzaczki Reserved Kids




Dziękuję supportującemu Mateuszowi za podrzucenie inspiracji:)