niedziela, 24 lipca 2011

Lumpex'owy zawrót głowy

Mam nowy nałóg. Zaczęło się przypadkiem - moja mama, zawsze elegancka kobitka, często pojawiała się w domu z oryginalnymi łaszkami tajemniczego pochodzenia.
Były to rzeczy wyjątkowej natury, rzadko spotykane w popularnych sieciówkach. Wszystkie jak się okazało z second handów - unikaty z historią. Długo nie mogłam się przekonać do wielogodzinnych poszukiwań w mało przyjemnych wnętrzach tych sklepów. Denerwowała mnie słaba ekspozycja rzeczy, dziwny zapach proszku do prania i dłużyzna takich zakupów..
Jednak przez ostatnie kilka lat polski second hand zrobił znaczny postęp. Pojawił się trend na poszukiwanie oryginalnych, ciekawych rzeczy za przysłowiową złotówkę. Zaczęłam więc bardziej przyjaźnie spoglądać w stronę drzwi do lumpexu. Na początku były sporadyczne wypady "przy okazji". Ich efekt nie był spektakularny, ale rozbudził chęć na więcej.

Nauczyłam się dokładnie oceniać daną rzecz i konsekwentnie odkładać te, które, mimo swojego pociągającego na pierwszy rzut oka wyglądu, można odnaleźć w "normalnych" sklepach.
Tym samym udało mi się upolować kilka tak oryginalnych ubranek, że odtąd zawsze regularnym zakupom musi towarzyszyć wyprawa do second handu.

Co więcej, widzę że ten zwyczaj jest coraz bardziej popularny wśród "chcących-wyglądać-oryginalnie" osób. Na świetny pomysł wpadł ekskluzywny second hand KokoRoko Styl, który świeżo zdobyte ubrania pokazuje na facebooku, uruchamiając w ten sposób system rezerwacji na zasadzie komentarzy do zdjęć.
Spróbowałam tego sposobu - działa bez zarzutu. Co więcej sklep ten gromadzi prawdziwe unikaty, w środku jest pięknie i klimatycznie, można napić się kawki i herbatki, a podobno też śliwowicy, a Pani Koko służy radą i uśmiechem. Jest także stylistką, więc możemy mieć pewność, że jej rady są poparte znajomością zagadnienia.
Ceny są coprawda troszkę wyższe niż w regularnych second handach, ale cały asortyment jest starannie wyselekcjonowany przez właścicielkę, a każda rzecz jest naprawdę wyjątkowa!

Np. Można tam znaleźć takie torebki:


Albo takie okazy:

Zdjęcia: KokoRoko Styl

Inne ciekawe miejsca, które warto odwiedzić to second hand koło Arkad Wrocławskich - powtarzam to za Mia Look , która kupiła tam piękną suknię, ja osobiście jeszcze tam nie dotarłam.

Odwiedzam za to duży second hand na placu Legionów, gdzie ostatnio udało mi się upolować te oto dwie piękności:

Kolorowa tunika - 9zł

Tunika Second Hand, legginsy Vero Moda, bransoleta Monnari, torba bazar w Tunezji, buty butyk.pl


Piękna szeroka spódnica - 9zł



Spódnica second hand, bluzka House, buty Deichmann, okulary Urbancity, torebka Reserved, pasek House, bransoletka zrobiona z paska z second handu

Nie potrafię za to kupować w internetowych second handach - rzeczy o orginalnym wyglądzie, których warto szukać w lumpexach, bezwzględnie wymagają przymiarki, nie doradzam kupowania ich na tzw. "miłość od pierwszego wejrzenia".

Co jeszcze można znaleźć w second handach:
  • dodatki z historią - apaszki, szaliczki czy chusty w cenie od 2 do 10 zł, ciekawsze niż te dostępne w regularnych sklepach, 
  • paski i paseczki, często "stare", oryginalne i rodem z lat młodości naszych rodziców, 
  • piękną biżuterię.

Na pewno trzeba trochę cierpliwości i czasu, by odnaleźć się w chaosie takich zakupów, ale efekt potrafi przejść nasze oczekiwania, a portfel nawet nie zauważyć, że coś z niego ubyło.

wtorek, 19 lipca 2011

On dobrze wygląda

Dzielę (zupełnie prywatnie) mężczyzn na 5 typów, jeśli chodzi o ubranie:
- Ten, który wie, umie i chce (się ubrać rzecz jasna)
- Ten, który coś tam wie, ale nie za wiele
- Ten który nie wie, ale myśli że wie
- Ten, który nie ma bladego pojęcia, ale chciałby wiedzieć
- Ten, który  ma to wszystko w nosie.

Najczęściej spotykany jest model nr 2, czyli normalnie bez szału ubrany facet, unikający skutecznie mega wpadek ciuchowych, ale także nie wyróżniający się szczególnie ubiorem.

Oczywiście, nie trzeba za wszelką cenę poświęcać godzin na dopasowywanie garderoby i nie o tym chciałam napisać. Chodzi o to, że zdarzają się męskie osobniki, które wstają rano, narzucają na siebie cokolwiek i wyglądają jak z przysłowiowego żurnala. To właśnie nazywamy STYLem.

STYL nie jedno ma imię, ale zawsze spełnia kilka warunków:
- jest zaskakująco konsekwentny tzn. nie ma opcji by jednego dnia stylowy osobnik wyglądał "gazetowo" a drugiego już nie. Nie ważne co założy, zawsze jego look rozkłada na łopatki. Chodzi nie o to co nosi, ale jak to robi.
- jego rzeczy są do siebie podobne, a stylizacje pozornie nie wiele różnią się od siebie (wie w czym wygląda dobrze i trzyma się sprawdzonych pomysłów, co mimo wszystko nie wyklucza eksperymentów)
- zdaje się nie dbać o to co ma na sobie, nosi ciuchy z dużą dozą nonszalancji i odwagi, jak gdyby się w nich urodził.

Kilka obrazków ilustrujących moją myśl:

Przykład nr 1. Johny Depp.


Cechy charakterystyczne: luz, kapelusz lub inne nakrycie głowy, lubi okulary.
Nie łudźcie się, nie każdemu taki styl pasuje. No i na pewno nie wielu ma odwagę, by tak się pokazywać wśród ludzi. I to na co dzień.

Lżejsza wersja takiego wyglądu:


Mała uwaga: zapomnijcie o skarpetkach. Mokasyny = brak skarpetek. W ogóle skarpetki są Fe i im mniej je widać w męskich butach tym lepiej. Wyjątkiem jest tylko garnitur.

Przykład nr 2. Barney Stinson czyli bohater serialu "How I met your mother". Po krótce to Człowiek - Garnitur. Nawet jego piżama jest garniturem. Nosi go lekko, jak by miał na sobie t-shirt i jeasy, i wygląda naprawdę naturalnie. Nie jestem doprady fanatyczną wielbicielką garniturów, ale ten męski mundur ma właściwości magiczne i, dobrze dobrany, sprawi, że każdy facet będzie wyglądał atrakcyjnie.


Szczególnie lubię angielski styl marynarki - dłuższa, taliowana, z dwoma rozcięciami z tyłu. Skutecznie wyszczupla, dodaje sporo klasy, wydłuża sylwetkę i sprawia, że naprawdę jest na co popatrzeć.
Rada: wiem, że nikt nie chodzi w garniturze częściej niż 1-2 razy do roku, dlatego też warto zwrócić uwagę, czy garnitur który wisi w szafie od kilkunastu miesięcy (jak nie kilku lat) nadal ma właściwy rozmiar, nie wygląda jak garnitur taty lub (o zgrozo!) dziadka i nie wyszedł z mody przez swój np.: ekstrawagancki kolor. Naprawdę lepiej zrezygnować z garnituru jeśli ma on wyglądać źle - ta część garderoby może nam uczynić  tyle samo złego co dobrego. Na marginesie dodam, że w dobrych sklepach z garniturami funkcjonują wypożyczalnie, gdzie dopasowany odpowiednio garnitur możemy spokojnie pożyczyć na weekend a następnie, bez znacznego uszczerbku dla portfela, oddać.

Przykład nr 3 David Beckham czyli jak dobrze wyglądać w sportowych ciuchach.





Nie sądziłam, że kiedyś to stwierdzę, ale jednak: facet może wyglądać dobrze, a nawet bardzo dobrze w szortach kąpielowych w kwiatki. Co więcej: podwinięte rękawy cienkiej koszuli, bermudy 3/4 z kieszeniami, sportowe puchowe kurtki, zwykłe jeansy i koszulka, zamotany na szyi szalik - minimalny wysiłek, maksymalny efekt. No i na pewno nie trzeba być Beckhamem, by tak wyglądać.












Cieszy mnie fakt, że patrząc na męską część modowej wrocławskiej ulicy, coraz częściej jest co oglądać i czym się zainspirować. I nie przekonuje mnie obiegowa opinia, że dbanie o swój wizerunek jest niemęskie - wprost przeciwnie - wzmaga atrakcyjność i budzi ciekawość każdej z nas.

środa, 13 lipca 2011

Czwartkowa włóczęga

Mam za sobą sklepową wyprzedażową włóczęgę. Zaliczone: Zara, H&M, Berschka, Stradivarius, Pull and Bear, Venezia, Prima moda, Monnari, Benetton, Mango, Parfois, Cubus, Promod, Reserved, Orsay etc.

Refleksja nr 1:

Wciąż daleko nam do wyprzedaży w Berlinie czy Londynie, gdzie ceny spadają nawet o 80%, choć jest coraz lepiej i rzeczywiście wiele sezonowych must have'ów można kupić nawet o 50% taniej. Największe zniżki tyczą się drogich rzeczy.

Refleksja nr 2:

System przymierzania do 5 sztuk odzieży jest strasznie męczący, gdy chciałoby się przymierzyć około 10 i to w dwóch różnych rozmiarach. Co więcej w przymierzalniach wartę pełnią Panowie, jedni bardzo pomocni i sympatyczni, inni jak na zesłaniu, co ma rzecz jasna wpływ na atmosferę zakupów.

Refleksja nr 3:

Denerwująca maszynka, do której trzeba przystawiać torebkę i która w moim przyadku ciągle piszczy, mimo, że torebka jest prawie pusta..

Refleksja nr 4:

W przymierzlniach chyba nikt nie sprząta. W przynajmniej 3 topowych sklepach nie miałam w ogóle ochoty zdjąć butów, a myśl, że jakaś część mojej garderoby spadnie na podłogę przyprawiała mnie o mdłości.

Refleksja nr 5:

W przymierzalniach brakuje dobrych luster. Zazwyczaj spotykamy lustro frontowe i jedno boczne. Brak luster w rogach przymierzalni, które pokazują ubranko z boku i z tyłu. Jedynie H&M i bodajże Monnari ma takie lustra w każdej kabinie.

Refleksja nr 6:

Zdecydowanie profesjonalna i miła obsługa w Berschce, Monnari, Stradivariusie i Venezii. Poprawna w Promodzie, H&M. W pozostałych sklepach żadna. Brak rozmiarówek jest normą, ale niechęć sprawdzenia czy nie znajdą się w magazynie bądź w innym sklepie w sieci - przeraża.

Efekt włóczęgi:

Nadwyrężona lewa stopa i karta kredytowa męża (ups) oraz miła znajomość z kierowcą autobusu, który uprzejmie wysadził mnie koło domu. Wypad zaliczam do udanych.

Co do zakupów - najważniejsze i najfajniejsze to pomarańczowe spodenki. Polowałam na choć jeden neonowy ciuch, bo chodzi mi po głowie taki oto neonowo-kontrastowy look:

Marynarka H&M, koszula H&M, szal Hitzandhitz, torebka Moo Studio, kolczyki Stereostore, buty Deezee, spodnie Promod

Kolorowe marynarki - niestety brak rozmiarówki, można znaleźć za to trencz w dobrej cenie, choć żaden nie przypadł mi do gustu. Sporo jest ciekawych sukienek i tunik, ale kolejki do przymierzalni nawet w środku tygodnia tylko dla wytrwałych. No i nie sposób zajrzeć do wszystkich sklepów jednego popołudnia...Cóż na ten moment, jedna taka wycieczka musi wystarczyć :)

niedziela, 10 lipca 2011

przed-Ślubna re-Kreacja

To post z dedykacją dla "już za chwilę panny młodej", która swą energetyzującą osobowością sprawiła, że zrobiłam mały ślubny research. Będzie zatem o sukniach i sukienkach.

Każda dziewczyna ma gdzieś w głowie swoją wymarzoną ślubną kreację, nie ważne czy zamążpójście planuje, czy też temat ten jest jej całkowicie obcy. Nie oszukujmy się - chęć bycia królewną rodzi się w nas wraz z baśniami z dzieciństwa i nigdy nie zanika. A akurat w ten jeden dzień każda z nas może i chce poczuć się jak prawdziwa królewna z bajki.

Ważne jednak, by ta chęć odziania się w "puch i pianę" nie przeważyła nad zdroworozsądkowym dobraniem trafnej dla danej osoby kreacji. Sukienka powinna być dopasowana idealnie do:
- naszej figury
- naszej osobowości.
Nie życzę nikomu, by choć jeden z tych warunków nie został spełniony..

Istnieją dla mnie 4 główne typy sukienek, do których można dopasować wszystkie istniejące modele:

Królewna

Typ a la Kopciuszek, w dzisiejszych czasach najpopularniejsza sukienka dla Barbie. Marzenie każdej dziewczynki, w tym na pewno mojej córki za kilka lat. Charakteryzuje się gorsetową górą w przeróżnych wariantach i szerokim, balowym dołem. W takiej sukni najlepiej wyglądają szczupłe dziewczyny, które chcą dodać sobie kilka centymetrów tu i ówdzie. Jeśli jednak masz chłopięcą sylwetkę i przy tym jesteś niskiego wzrostu, zbyt "bogata" sukienka tego typu może sprawić, że będziesz wyglądała, jak zatopiona w pianie.
Suknie królewny miała Carrie Bradshaw w filmowej wersji "Sex and the city":


Osobiście nie jest to zupełnie mój styl i o taką sukienkę na pewno bym się nie pokusiła (nawet jeśli jest od Vivienne Westwood jak ta na zdjęciu), choć dużo dziewczyn wygląda w takim modelu naprawdę dobrze. (U Carrie szczególnie podoba mi się niebieski ptak we włosach:).

Rybka:

Dla fanek marynistyki, nurkowania, owoców morza i "Małej syrenki".
Bardzo podkreśla sylwetkę i może być naprawdę sexy. Dlatego szczególnie dobrze wyglądają w niej dziewczyny o ognistym temperamencie, pewne siebie, z ładną kobiecą figurą, którą syreni ogon, charakterystyczny dla tego modelu, bardzo podkreśla. Osobiście mierzyłam tego rodzaju sukienkę, ale wersja która mi się podobała była tak odważna, że miałam spore wątpliwości, czy w ogóle nadaje się do kościoła..



Empire:

Jeśli w liceum czytałaś do poduchy mity greckie, oglądasz "Troję" średnio raz w tygodniu, a Twój wakacyjny cel to najczęściej Peloponez - ta sukienka jest dla Ciebie.
Empire to typ grecki. Charakteryzuje się odcięciem pod biustem i lejącym dołem. Często ma też bufki. Wygląda bardzo posągowo i klasycznie, niczym na greckiej bogini. Świetna dla dziewczyn z zaokrąglonym brzuszkiem czy biodrami, które chciałyby ukryć. Pięknie wygladają do niej wysoko upięte włosy.


Typ A:

Najczęściej wybierany model sukni ślubnej. Pasuje do prawie kazdej sylwetki. Trochę wieje nudą, ale na pewno będzie ładnie wyglądał. To są ślubne pasy bezpieczeństwa, w 90% przypadków ten model sprawdzi się i na Tobie. Cechy charakterystyczne: jest skromniejszy niż typ królewny, a od empire różni go obszerniejszy dół i odcięcie w talii zamiast pod biustem. Przy każdym modelu, ale przy tym szczególnie, należy pamiętać, że gdy chcemy coś ukryć wybieramy gładki, prosty, matowy materiał bez zdobień, natomiast w miejscu, w którym chcemy cos uwypuklić, zwrócić uwagę na jakiś atut naszej figury, stawiamy na zdobienia, błyski i falbanki.



Zastanawiając się głębiej nas ślubną stylizacją dziś potraktowałabym ją mniej poważnie, by nie była taka dopracowana pod każdym względem - idealnie pasujące buciki, kolczyki i inne drobiazgi. Dziś dodałabym coś z "przymrużeniem oka", jak kolorową kokardę na głowę, albo żółte buciki, jeden kontrastowy element, który rozweseliłby trochę tę bardzo poważną, posągową w tym dniu stylizację.



No i kilka słów dla najbardziej zainteresowanej: Marta, nie wiem jaką masz sukienkę, ale liczę, że jest odlotowa tak jak Ty oraz mam nadzieję, że zrobisz jakiś kosmiczny trick z włosami. Na pewno bedziesz wyglądać szałowo i na 100% zrobię Ci zdjęcie i pokażę je tu, żeby każdy mógł podziwiać.

Na koniec jeszcze moja ślubna sukienka. Była całkiem niezła, choć całość wypadła niezwykle poważnie:




wtorek, 5 lipca 2011

Szalony Kapelusznik i jego drużyna

Zupełnie nie potrafię pozostać obojętna wobec tematu kapeluszy. A konkretnie kapeluszy w męskim wydaniu. No dobrze –  nakryć głowy w męskim wydaniu, ze szczególnym uwzględnieniem zacnego, znanego w różnej formie od setek lat, kapelusza. Fenomen ronda jest mi nieznany, jednak wrażenie jakie wywiera kompletnie niezapomniane. Oczywiście nie jest to rzecz uniwersalna i nie pasuje każdemu, ale za to odpowiednio dobrana i pewnie noszona daje niespotykany efekt tajemniczości, bądź też nonszalancji, w zależności od tego do jakiego stylu staje się dodatkiem.
Niestety w dzisiejszych czasach, mimo stosów propozycji projektantów, kapelusz wybiera dosłownie garstka mężczyzn, nie licząc starszych panów, pamiętających jeszcze pierwszą połowę ubiegłego wieku.
Znalazłam w swoim otoczeniu dwa przykłady męskiego "kapelusznictwa" w dobrym stylu:

Łukasz przy pomocy kapelusza tworzy zawadiacki, wakacyjny look, dodając sobie chłopięcego, trochę szelmowskiego uroku.

Łukasz: kapelusz H&M, tee H&M, koszula Zara, jeansy Wrangler, butki Zara

Łukasz, mimo że w kapeluszu wygląda świetnie, nie nosi go na co dzień, co więcej chyba nieodwracalnie się go pozbył na rzecz koleżanki, która owe słomkowe cudo pokochała od razu.

Piotr nosi także kapelusz tego typu co Łukasz, czyli borsalino, jednak wygląda w nim zupełnie inaczej: męsko, zawadiacko i zdecydowanie sexy:


Piotr: kapelusz New Era, koszula St. Olivier z second handu, tee h&m, jeansy Rocawear DoubleRPink
, skórzana bransoletka h&m; fotki mojego autorstwa






To nie przypadek, że obaj Panowie wybrali borsalino, jest to najbardziej lubiany i popularny styl kapelusza, zarówno w męskim jak i w damskim wydaniu. Sama jestem w posiadaniu 2 egzemplarzy, które noszę na co dzień.
fot. Piotr Kobiela

Panie mają jednak zdecydowanie większy wybór i odwagę w noszeniu nakryć głowy. Te najlepsze, oglądane na pierwszych stronach gazet, stylizacje są najczęściej dziełem profesjonalistów, ale podobny efekt można z powodzeniem osiągnąć samemu, jeśli tylko mamy wystarczająco odwagi, by nie bać się torpedy spojrzeń i uśmieszków z każdej strony:)




Kapelusz to rzecz wyjątkowa, nie pozbywamy się go po jednym sezonie, tylko pieczołowicie przechowujemy i nosimy, kiedy tylko przyjdzie nam na to ochota. W Wielkiej Brytanii okazją na totalne kapeluszowe szaleństwo są wyścigi konne, czy też publiczne spotkania koronowanych głów, u nas może to być ślub, kulturalny wypad do teatru, czy każde wyjście, które chcemy uczynić wyjątkowym. Na co dzień jednak najbezpieczniejszym wydaniem wydaje się być skromne w formie borsalino, które i tak przyciągnie większość spojrzeń naszego otoczenia.

Na deser kapeluszowa Kaczka Dziwaczka :
księżniczka Beatrice na ślubie Wiliama i Kate


sobota, 2 lipca 2011

Wieczór w wielkim mieście

90% kobiet, które znam, przed planowanym wieczornym wypadem do klubu, na imprezę czy do znajomych, zadaje sobie to samo pytanie: "W co ja mam się ubrać?". Przeglądają w popłochu zawartość szafy, dzwonią do przyjaciółki, lecą na zakupy, jak się okazuje, nie często mają swój własny bank inspiracji, starannie zgromadzonych zakładek w przeglądarce, pozapisywanych w oddzielnym folderze, wyszperanych w sieci fotek. A szkoda, bo Internet jest kopalnią inspiracji. Serwisy znanych stylistów, funcluby gwiazd, blogi modowe, czy nawet zdjęcia z popularnych stylizacji filmowych, są na wyciągnięcie ręki. 

W poszukiwaniu inspiracji polecam przejrzeć propozycje Patricii Field - stylistki kultowego serialu "Seks w wielkim mieście" (a także "Diabeł ubiera się u Prady, "Brzydula Betty" i inne), gdzie kreacje Carrie Bradshaw i jej przyjaciółek dosłownie zapierały i zapierają dech w piersiach wszystkim fankom (i fanom) mody.

Patricia Field

Ta Pani to geniusz mody. Za każdym razem, gdy patrzę na zdjęcia z jej stylizacjami, brakuje mi słów, a sama postać Carrie Bradshow urasta do rangi modowego bożka, którego czczę wiernie, odkąd ją zobaczyłam.

Ok, rzeczy które filmowa Carrie ma na sobie kosztują fortunę, ale pomysły na ich połączenie można z powodzeniem przenieść do garderoby na każdą kieszeń. Wystarczy tylko odrobina fantazji, ździebko nonszalancji, sprawdzony second hand i garść inspiracji ulubionej stylistki, projektantki czy ikony mody.
Zapisujcie je w oddzielnych zakładkach, twórzcie folderki z fajnymi zdjęciami, a sobotni wieczór będzie tylko okazją do kolejnej modowej przygody i jeszcze lepszej zabawy, a nie przyczynkiem do narzekań, że znowu nie mamy się w co ubrać.


No i na deser moja prywatna interpretacja stylu Carrie, w sam raz na letni wieczór w wielkim mieście:)



fot. Piotr Kobiela
Ubranka: sukienka grantowy velvet Reserved, marynarka GAP sprzed 10 lat przywieziona z Londynu, apaszka z szafy mamy, bransoleta monnari, pasek second hand, szpilki Deichmann, torebka Orsay


piątek, 1 lipca 2011

Opener 2011 - byłam, widziałam, opisałam

W ramach służbowej podróży wybrałam się w środę na tegorocznego Openera. Przygotowania szły pełną parą, mimo tego na miejscu było już mnóstwo festiwalowiczów. Oczywiście dokładnie obejrzałam co też nosi się na Openerze i zdecydowanie rzuciły mi się w oczy trzy wątki.:

Pierwszy trochę romantyczny, czasem grungowy i zdecydowanie rockowy, grunt że na pierwszym planie wszędzie było widać szorty. Dziewczyny wyraźnie inpirowały się słynnym Glastonbury, gdzie zawsze tłumnie zjeżdżają wystylizowane gwiazdy.

Alexa Chung

Emma Watson
Pixie Geldof

















Osobiście wolę trochę lżejszą wersję tego klimatu, bardziej wakacyjną i zdecydowanie etniczną, z frędzlami, rzymiankami, kapeluszem i obowiązkowymi Ray Banami. Moja propozycja stylizacji z szortami poniżej:

kapelusz House, okulary Ray Ban, szorty Park Avenue, koszula H&M, szal Mulberry (bagatela! ale za to piękny), sandałki Deichmann, pasek viva-la-vida.pl, bransoletka moja ukochana Monnari, torba stylefinder.pl
Warto dodać, że w środę pogoda była piękna, więc wszelkie kurtki, swetry i co ważniejsze kalosze nie były mile widziane. Za to wracając w czwartek do Wrocławia słyszałam w radio, że na Openerze leje jak z cebra, a ze sklepów zniknęły wszystkie kalosze (!). Myślę, że akurat w tym roku ulewa była przez faszionistki wyczekana i wyproszona, byle tylko móc włożyć kalosze - tegoroczny festiwalowy must have (trend także z Glastonbury).


Jadąc samochodem zastanawiałam się jaki klimat kaloszowy ja bym wybrała. Przyszedł mi do głowy taki look:
spodnie Preen Line (strasznie drogie, choć na pewno są w sieciówkach podobne odpowiedniki), t-shirt przyznam że nie wiem skąd, ale znalazłam go na blogu friendly.pinger.pl, okulary Ray Ban, skórzaa kurtka, torba Reserved, kalosze czarne Heavy Duty, czerwone: toobeeshoes-obuwie.istore.pl
 
Oczywiście przy takiej okazji nie może zabraknąć kwiecistych sukienek w hippisowskim stylu. Mini, midi, maxi - widziałam dosłownie wszystkie. Często w połączeniu z rzymiankami albo koturnami, no i zapewne podczas deszczu z kaloszami. Mam w zanadrzu taką sukienkę, którą noszę co prawda w upalne dni i niekoniecznie przy okazji festiwalu, a na przykład weekendowo. Zakupiona w H&M na wyprzedaży, jest jedną z moich ulubionych pozycji na liście tegorocznych letnich bestwearów:) Obowiązkowo ze złotymi kołami i turbanem lub chustą na głowie, w towarzystwie pasujących okularów!

Na zdjęciu ja i sukienka H&M, złote kółka H&M, chusta różowo-pomarańczowa upolowana w lumpexie. Kolaż: obie sukienki H&M, szal stylea.pl, bransoletki store.alloy.com, okulary H&M, kapelusz Allegro, torba galarti.pl