Po przyjeździe do Zamku i pierwszych wybuchach radości spowodowanych rzutem oka w kierunku ogrodu, gdzie w ciszy i spokoju ludzie oddawali się czynności nam zapomnianej, powszechnie znanej pod nazwą Relaks, rzuciliśmy się w kierunku baru. Na nic nalegania męża, że może chciałby się przebrać, że może to, czy może tamto, skakałam w miejscu jak mały ping pong wołając "Piwko na trawie, piwko na trawie", dopóki nie ustąpił i nie skierował swych kroków ku wyjściu.
Droga do piwnego wodopoju dłużyła się niemożliwie z uwagi na aktywny aparat fotograficzny w rękach mojego męża i maniakalno-obsesyjne zbieranie punkcików na Foursquarze w moim wykonaniu. Gdy jednak dotarliśmy do przytulnego stoliczka na środku trawiastej polany, gdzie na widok zielonego dywanu z koniczynek mokasynki same spadły mi z nóg, okazało się, że marzenie o zimnym, złotym, spienionym napoju chmielowym szybko się nie zrealizuje. Miła obsługa omijała nas konsekwentnie przez dobre pół godziny, dopóki mój towarzysz niedoli nie wytrzymał i resztką sił udał się do Pań kelenrek, błagając o litość. A, że nie lubi chodzić dwa razy, piwek przyniósł dwukrotnie więcej niż normalnie. Toteż tego popołudnia błogi nastrój już nas nie opuścił, a brak dokazującej trzylatki w naszej okolicy przestał w końcu wywoływać mieszane uczucia.
P.S. Ilość zagnieceń na koszuli oraz szerokość uśmiechu mogą być wprost proporcjonalne do stopnia zrelaksowania. Autorzy nie ponoszą odpowiedzialności za wywołane niniejszym mieszane odczucia. Zdrówko:)
Droga do piwnego wodopoju dłużyła się niemożliwie z uwagi na aktywny aparat fotograficzny w rękach mojego męża i maniakalno-obsesyjne zbieranie punkcików na Foursquarze w moim wykonaniu. Gdy jednak dotarliśmy do przytulnego stoliczka na środku trawiastej polany, gdzie na widok zielonego dywanu z koniczynek mokasynki same spadły mi z nóg, okazało się, że marzenie o zimnym, złotym, spienionym napoju chmielowym szybko się nie zrealizuje. Miła obsługa omijała nas konsekwentnie przez dobre pół godziny, dopóki mój towarzysz niedoli nie wytrzymał i resztką sił udał się do Pań kelenrek, błagając o litość. A, że nie lubi chodzić dwa razy, piwek przyniósł dwukrotnie więcej niż normalnie. Toteż tego popołudnia błogi nastrój już nas nie opuścił, a brak dokazującej trzylatki w naszej okolicy przestał w końcu wywoływać mieszane uczucia.
P.S. Ilość zagnieceń na koszuli oraz szerokość uśmiechu mogą być wprost proporcjonalne do stopnia zrelaksowania. Autorzy nie ponoszą odpowiedzialności za wywołane niniejszym mieszane odczucia. Zdrówko:)
Koszula: Reserved
Chusta: second hand
Jeansy: Reserved
Mokasyny: Reserved
Torba: Desigual
Bransoletka: By Dziubeka
Fot. Pit














































