wtorek, 6 września 2011

Pożegnanie wakacji

Ostatni wakacyjny albo też pierwszy powakacyjny już weekend dane mi było spędzić w centralnej Polsce, na weselu w iście sielsko-wiejskim klimacie. Pogoda była piękna, humory dopisywały, toteż cieszyliśmy się na tę myśl o wycieczce w celach li tylko rozrywkowych. Latorośl została w domu z babcią, co byśmy mieli okazję się wytańczyć, bez konieczności pożegnania się z imprezą o 21.00, jak to zwykle w towarzystwie Jaśnie Wielmożnej dwulatki bywa. Tym bardziej zachciało mi się zabrać trochę większą walizkę z garderobą niż zwykle (nie musiałam zostawiać miejsca na setki ciuszków i zabawek mojej córeczki).
Przed wyjazdem swoim zwyczajem jeszcze troszkę posurfowałam w poszukiwaniu inspiracji garderobianych i uwagę moją przykuło niecodzienne, awangardowo eleganckie połączenie kolorów: niebieski i czarny.
Dziwne, że jakoś wcześniej nie zwróciłam uwagi na ten szlachetny kontrast barw. Wyglądał bosko:





Zauroczona tym odkryciem postanowiłam za wszelką cenę spróbować podobnego zestawienia. Moim łupem padła odjazdowa niebiesko-biała sukienka z drugiej ręki. Połączyłam ją z granatową kopertówką (kosztowała 3zł, o czym informuję z niekłamaną satysfakcją) i czarnymi sandałkami. Do tego złota biżuteria i różowe (fukcjowo-pinkowe) usta oraz pazury. Jestem bardzo zadowolona z efektu moich wysiłków:




 A tak - wino było podczas sesji...


Modelka zrzuciła marynarkę...


I trochę nią zachwiało...



Jak wesele, to wesele :)))

Sukienka: Parisienne from SH (Koko rzecz jasna), żakiet Orsay, szpilki CCC, kopertówka SH, kolczyki, bransoletka Lovely.

Po przybyciu na miejsce imprezy poczyniłam nastepujące obserwacje (nie uraczę Was dokumentacją fotograficzną, bo mi nie wypada):
- ukochaną tkaniną na imprezowe sukienki jest atłas, tkanina niestety trudna w obsłudze, której nieumiejętne użycie w połączeniu z źle dobranym krojem wywołuje karykaturalny efekt,
- totalny brak małych czarnych za to nadmiar małych czerwonych, małych zielonych, małych fioletowych itp, z naciskiem na totalny jednokolorowy look, z rzadka przełamany drugim kolorem,
- ostentacyjna i nadmierna ilość drapowań i błysków,
- trend na kucyk boczny (jak słowo daję 80% pań niezależnie od wieku miało na głowie jakiś rodzaj upięcia włosów na jedną stronę),
- panowie w większości w krawatach koloru sukienki swojej partnerki, do tego stopnia, że można było poznać kto z kim przyszedł, śledząc połączenia kolorystyczne na linni krawat-kiecka.
Pouczająca obserwacja.

Co więcej: mąż mój, nie bacząc na me szafiarskie uczucia, zapomniał właściwych spodni do garnituru i uczestniczył w tym doniosłym wydarzeniu w jeansach typu "hip-hop boy", do których krawata nie wypadało już ubrać..

Mimo tylu wrażeń, wieczór był niezwykle udany..

8 komentarzy:

  1. hahaha, już bardzo polubiłam tą stronę, podziwiam dar pisania i doboru ubrań :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. cieszę się, że jest co poczytać a nie tylko się pogapić :-P p.s. jestem regularną czytelniczką Lali

    OdpowiedzUsuń
  3. obserwacje bardzo słuszne, szczególnie o krawatach, sukienka wspaniała, cała stylizacja rewelacyjna, bez żadnej przesady czy nadmiaru.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Alice.Ilusion, zapraszam do lektury:)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetna stylizacja- wyglądasz bardzo kobieco:) piękna sukienka i do tego różowe usta- wszystko bardzo mi się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
  6. http://style-frozen-style.blogspot.com/zapraszam do obserwowania, a odwdzięczę sie tym samym :)

    bardzo dobrze wyglądasz w tym!

    OdpowiedzUsuń
  7. ja proszę o zdjęcie męża w spodniach...:)

    OdpowiedzUsuń
  8. no nie ma fot męża - skutecznie chował się za stoły, krzesła tudzież inne przedmioty przysłaniające to modowe foux pas :)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz zostanie zweryfikowany przed opublikowaniem. Usuwam komentarze obraźliwe, opryskliwe i żenujące, licząc na wymianę zdań na poziomie:)