Ostatni wakacyjny albo też pierwszy powakacyjny już weekend dane mi było spędzić w centralnej Polsce, na weselu w iście sielsko-wiejskim klimacie. Pogoda była piękna, humory dopisywały, toteż cieszyliśmy się na tę myśl o wycieczce w celach li tylko rozrywkowych. Latorośl została w domu z babcią, co byśmy mieli okazję się wytańczyć, bez konieczności pożegnania się z imprezą o 21.00, jak to zwykle w towarzystwie Jaśnie Wielmożnej dwulatki bywa. Tym bardziej zachciało mi się zabrać trochę większą walizkę z garderobą niż zwykle (nie musiałam zostawiać miejsca na setki ciuszków i zabawek mojej córeczki).
Przed wyjazdem swoim zwyczajem jeszcze troszkę posurfowałam w poszukiwaniu inspiracji garderobianych i uwagę moją przykuło niecodzienne, awangardowo eleganckie połączenie kolorów: niebieski i czarny.
Dziwne, że jakoś wcześniej nie zwróciłam uwagi na ten szlachetny kontrast barw. Wyglądał bosko:
Zauroczona tym odkryciem postanowiłam za wszelką cenę spróbować podobnego zestawienia. Moim łupem padła odjazdowa niebiesko-biała sukienka z drugiej ręki. Połączyłam ją z granatową kopertówką (kosztowała 3zł, o czym informuję z niekłamaną satysfakcją) i czarnymi sandałkami. Do tego złota biżuteria i różowe (fukcjowo-pinkowe) usta oraz pazury. Jestem bardzo zadowolona z efektu moich wysiłków:
Po przybyciu na miejsce imprezy poczyniłam nastepujące obserwacje (nie uraczę Was dokumentacją fotograficzną, bo mi nie wypada):
- ukochaną tkaniną na imprezowe sukienki jest atłas, tkanina niestety trudna w obsłudze, której nieumiejętne użycie w połączeniu z źle dobranym krojem wywołuje karykaturalny efekt,
- totalny brak małych czarnych za to nadmiar małych czerwonych, małych zielonych, małych fioletowych itp, z naciskiem na totalny jednokolorowy look, z rzadka przełamany drugim kolorem,
- ostentacyjna i nadmierna ilość drapowań i błysków,
- trend na kucyk boczny (jak słowo daję 80% pań niezależnie od wieku miało na głowie jakiś rodzaj upięcia włosów na jedną stronę),
- panowie w większości w krawatach koloru sukienki swojej partnerki, do tego stopnia, że można było poznać kto z kim przyszedł, śledząc połączenia kolorystyczne na linni krawat-kiecka.
Pouczająca obserwacja.
Co więcej: mąż mój, nie bacząc na me szafiarskie uczucia, zapomniał właściwych spodni do garnituru i uczestniczył w tym doniosłym wydarzeniu w jeansach typu "hip-hop boy", do których krawata nie wypadało już ubrać..
Mimo tylu wrażeń, wieczór był niezwykle udany..
Przed wyjazdem swoim zwyczajem jeszcze troszkę posurfowałam w poszukiwaniu inspiracji garderobianych i uwagę moją przykuło niecodzienne, awangardowo eleganckie połączenie kolorów: niebieski i czarny.
Dziwne, że jakoś wcześniej nie zwróciłam uwagi na ten szlachetny kontrast barw. Wyglądał bosko:
Zauroczona tym odkryciem postanowiłam za wszelką cenę spróbować podobnego zestawienia. Moim łupem padła odjazdowa niebiesko-biała sukienka z drugiej ręki. Połączyłam ją z granatową kopertówką (kosztowała 3zł, o czym informuję z niekłamaną satysfakcją) i czarnymi sandałkami. Do tego złota biżuteria i różowe (fukcjowo-pinkowe) usta oraz pazury. Jestem bardzo zadowolona z efektu moich wysiłków:
A tak - wino było podczas sesji...
Modelka zrzuciła marynarkę...
I trochę nią zachwiało...
Jak wesele, to wesele :)))
![]() |
| Sukienka: Parisienne from SH (Koko rzecz jasna), żakiet Orsay, szpilki CCC, kopertówka SH, kolczyki, bransoletka Lovely. |
Po przybyciu na miejsce imprezy poczyniłam nastepujące obserwacje (nie uraczę Was dokumentacją fotograficzną, bo mi nie wypada):
- ukochaną tkaniną na imprezowe sukienki jest atłas, tkanina niestety trudna w obsłudze, której nieumiejętne użycie w połączeniu z źle dobranym krojem wywołuje karykaturalny efekt,
- totalny brak małych czarnych za to nadmiar małych czerwonych, małych zielonych, małych fioletowych itp, z naciskiem na totalny jednokolorowy look, z rzadka przełamany drugim kolorem,
- ostentacyjna i nadmierna ilość drapowań i błysków,
- trend na kucyk boczny (jak słowo daję 80% pań niezależnie od wieku miało na głowie jakiś rodzaj upięcia włosów na jedną stronę),
- panowie w większości w krawatach koloru sukienki swojej partnerki, do tego stopnia, że można było poznać kto z kim przyszedł, śledząc połączenia kolorystyczne na linni krawat-kiecka.
Pouczająca obserwacja.
Co więcej: mąż mój, nie bacząc na me szafiarskie uczucia, zapomniał właściwych spodni do garnituru i uczestniczył w tym doniosłym wydarzeniu w jeansach typu "hip-hop boy", do których krawata nie wypadało już ubrać..
Mimo tylu wrażeń, wieczór był niezwykle udany..










hahaha, już bardzo polubiłam tą stronę, podziwiam dar pisania i doboru ubrań :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
cieszę się, że jest co poczytać a nie tylko się pogapić :-P p.s. jestem regularną czytelniczką Lali
OdpowiedzUsuńobserwacje bardzo słuszne, szczególnie o krawatach, sukienka wspaniała, cała stylizacja rewelacyjna, bez żadnej przesady czy nadmiaru.
OdpowiedzUsuńDzięki Alice.Ilusion, zapraszam do lektury:)
OdpowiedzUsuńświetna stylizacja- wyglądasz bardzo kobieco:) piękna sukienka i do tego różowe usta- wszystko bardzo mi się podoba:)
OdpowiedzUsuńhttp://style-frozen-style.blogspot.com/zapraszam do obserwowania, a odwdzięczę sie tym samym :)
OdpowiedzUsuńbardzo dobrze wyglądasz w tym!
ja proszę o zdjęcie męża w spodniach...:)
OdpowiedzUsuńno nie ma fot męża - skutecznie chował się za stoły, krzesła tudzież inne przedmioty przysłaniające to modowe foux pas :)
OdpowiedzUsuń